sobota, 13 czerwca 2009

kosmos

A zaczęło się od tego, że zamiast wziąć te bagaże ze sobą postanowiłam zostawić je w krzakach przy torach. Przecież nosić ich ze sobą nie będę, a kto je tu znajdzie.
Zapomniałam tylko, że one świeca w nocy, jeden na niebiesko, drugi na czerwono. Jeden znalazłam, drugiego już nie. A przecież były w nim wszystkie moje life stone'y, które chciałam sprzedać i na tym zarobić, lol.
I w dodatku nie zdążyłam na pociąg. Albo nie, zaraz, zdążyłam, ma 20 minut opóźnienia. Już olać ten bagaż, jak tu się teraz na peron dostać? Hmm... po najkrótszej drodze - przebiegam przez tory, wsiadam do przedziału.
Jestem w kosmosie.
A naprzeciwko mnie kosmici którzy podawali się za moich rodziców: moja kosmo-pseudomama i mój kosmo-pseudotata.
Tiaa...
Wyglądam przez małe okienko, widzę w oddali Ziemię, Księżyc, bliziutko Mars. Jeden z kosmitów (ten pseudotata) mówi, że muszę oddać swoje ciało na eksperymenty, że potrzebują mojej stopy, ręki i twarzy, i że lepiej będzie jak się zgodzę na to dobrowolnie.
Kto by się zgodził? Ja nie.
Orientuje się, że jestem przywiązana do krzesła, na którym siedzę. Z prawej, na poziomie twarzy, wysuwa się pozioma rurka, do której przymocowane jest coś na kształt plastikowego ochraniacza na zęby. Zostaje mi to zamontowane (na zęby) i już nie mogę się ruszyć.
Słyszę, że jakbym współpracowała, to mogliby po pobraniu interesujących ich części mnie zostawić a tak... a tak to będą mieli co jeść.
Wychodzę z ciała i jestem w drugim. Też moim, identycznym, tylko siedzę na drugim końcu pomieszczenia, przyczepiona do krzesła i muszę kroić cebulę (żeby nie było wątpliwości - tą samą, w której zostanę podana do stołu). Kosmici opuszczają pomieszczenie, zostaję tylko ja, moje drugie ciało i cebula.
Niedobrze. Rozglądam się i widzę, że obok stoi komputer. Włączam skypa i piszę do Ani:
'Ratunku, kosmici mnie porwali!', 'Haha, prawie się nabrałam, co u ciebie?'. No i co zrobić, żeeby uwierzyła? 'Mówię na serio, chcą mnie zjeść!'. 'Wyobraź sobie, że byłam dzisiaj w sklepie i kupiłam sobie nową koszulkę'. Nie no, tak nie można...
Zastanawiam się co zrobić. Ryzykuję.
Wychodzę z ciała, oba już zostają nieruchome w pozycjach, w jakich je opuściłam, lecę na Ziemie.
Ląduję przed AEiI. Szukam, szukam...
'Jasiu! Kosmici zaraz mnie skonsumują! Ty masz w samochodzie zainstalowaną funkcję lotów w kosmos?'. 'Nie mam, Tomek ma'. 'Tomek?'. 'Ostatnio mi się skończyła...'.
Idzie Justyna. Justyna ma, tylko samochód daleko.
Coraz mniej czasu, zaraz mnie nakryją, że nie ma mnie na statku.
Wsiadamy w końcu do samochodu. Podjeżdżamy pod sklep, w którym sprzedają akcesoria do lotów w kosmos. Najpopularniejsze są te ołówki, które sprawiają, że można latać. Wystarczy podeszwy popisać.
A kto by nie chciał skorzystać z okazji żeby polatać?
Wyjeżdżamy, 5 minut lotu i jesteśmy na miejscu. Tylko który statek jest ten właściwy? Krąży ich tu 4, trzeba zaglądać przez okienka.
Jest w końcu ten nasz. Włączamy opcję niewidzialności i wchodzimy do środka. Kosmici siedzą w głównej sali, jedzą... hm, tak, innego kosmitę. Łapczywie wyrywają zębami całe kęsy z boków...

Brak komentarzy: