Za dużo ostatnio myślę o mojej hodowli komórkowej, którą dostałam pod opiekę. To też mi się ostatnio to śni po nocach.
Ostatnio nie wiedziałam ile antybiotyku do medium dodać. Chciałam się zapytać opiekunki, ale pod jej pokojem było dzikie stado studentów, robiących sobie sjestę na kanapie... a to wstyd pytać przy takiej widowni.
A dzisiaj miałam przyjść na 12, ale z powodu jakiegoś niezapowiedzianego zaliczenia na studiach nie zdążyłam. I jak przyszłam to znowu było pełno ludzi i zajęli mi laminar, mimo że miałam go jeszcze na pół godziny zarezerwowany. I dostałam "za karę" inne komórki dodatkowe do przesiania...
I czekałam z tymi komórkami na to aż się zwolni. W końcu ostatnia laska sobie poszła i się okazało, że laminaru nie ma i nie mam gdzie pracować.
Kazali mi schować komórki do lodówki. A w lodówce mysz była. Więc wyciągnęłam mysz i poszłam do mamy, że coś tu chyba nie gra.
Mama kazała mi mysz na taras wystawić, więc poszłam tak też zrobić. Ale jak tylko postawiłam mysz na ziemi podfrunął gołąb i chciał jej oczy wydziobać, dlatego zabrałam mysz z powrotem. A potem się okazało nagle, że to nie mysz tylko wróbel, i poleciał.
BTW ponoć kiedyś mieli w pracy mysz na korytarzu. Z hodowli uciekła (dodam, że hodowla jest piętro wyżej, za 3 drzwiami w tym jednymi na kod)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz